Filmy
„Adrenalina” - dobry pomysł w słabym filmie. Chev Chelios (Jason Statham) budzi się pewnego ranka, od samego początku czuje się dziwnie i podejrzewa, że zachorował. Szybko w swoim domu odnajduje płytę CD z nagranym na nią filmem.
Po odtworzeniu filmu wie, skąd się wzięła jego choroba. Zostaje zarażony tajemniczym wirusem, działanie trucizny może powstrzymać trudne do zdobycia antidotum.
Spowolnić działanie trucizny z kolei może tylko i wyłącznie adrenalina. Chev Chelios zaczyna szukać antidotum, każda chwila przepełniona jest przy tym niezwykłymi emocjami. Chev demoluje swoje mieszkanie, później dokonuje szeregu wykroczeń i przestępstw, ściga go cała miejska policja. Owe emocje bowiem mają zapewnić Chevowi adrenalinę, która ratować ma mu życie...
„Adrenalina” to film dosyć mizerny i nie dziwne, że nie odbiła się ona szerokim echem wśród krytyków filmowych, jak i samej publiczności. Nie mniej pomysł sam w sobie zasługuje na słowa uznania, zdecydowanie słabiej wypadła w tym wypadku sama realizacja.
Udział w wyścigu śmierci. „Wyścig śmierci” to sport przyszłości. Głównego bohatera, Jensena Aimesa poznajemy w więzieniu, w którym organizowane są owe wyścigi. Na czym one polegają? Na bawieniu złaknionej ekstremaliów publiczności. W wyścigu śmierci udział biorą kryminaliści, ścigają się nietypowymi samochodami, wyposażonymi w karabiny i inna broń. Zwycięzca może być tylko jeden, reszta w wyścigu traci życie. Nagroda jest wyjątkowa – WOLNOŚĆ.
Jensen Aimes jako doskonały kierowca zostaje zmuszony do wzięcia udziały w takim wyścigu. Bohater musi nie tylko walczyć na torze, ale i w celi z bezwzględną i skorumpowana panią naczelnik więzienia. „Wyścig śmierci” to kino czysto rozrywkowe. Nie ma w nim żadnego głębokiego przesłania. Jason Statham zresztą nie słynie z ról psychologicznych, ale właśnie z kina akcji. W tym filmie za to nie będziemy mogli narzekać na efekty specjalne i... emocje. Wszystko naturalnie kończy się hollywoodzkim happy endem.